Etykiety

poniedziałek, 1 września 2014

Tildowo - folkowo

Witam Was Kochani!
Dziękuję za odwiedziny i liczne komentarze. Cieszę się, że tak spodobała się Wam moja ostatnia bajeczka:) Pomysłów mi nie brakuje i zobaczycie jeszcze wiele nowych wcieleń Mijaków.
A dzisiaj kolejna nowość! 
Mieszkam w górach już od dłuższego czasu. Stwierdziłam, że najwyższy czas wprowadzić folkowe klimaty do moich prac. Wybór padł oczywiście na Mijaki:) Przedstawiam Mijaki - Górale:




Ale na tym nie koniec. Kto powiedział, że nie można przerobić innych, skandynawskich Tild na rodzime klimaty?:)
Przedstawiam pierwsze góralskie anielice!


 






Anielice są jak najbardziej anielskie, ale nie zapominajcie, że mimo wszystko to góralki... Oj, lepiej nie zadzierać! To nie chłodna Skandynawia, to gorąca, góralska krew!:)

 Pozdrawiam serdecznie
Mała Sowa Folkowa:)

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Przygoda nie byle jaka - podróż Marynarza Mijaka

Dzielny Mijak Marynarz postanowił wybrać się w świat...


Po wielu tygodniach podróży dopłynął do pięknej, zdawało się, bezludnej wyspy. Zszedł na ląd, by podziwiać piaszczyste plaże obfitujące w różnorakie muszle...

Wyspa okazała się zamieszkana. Marynarz zauważył tildowe koniki morskie, które beztrosko opalały się na brzegu oceanu. Nie były jednak chętne zawierać znajomości z Marynarzem!

Mijak nie przejął się ich zachowaniem, bowiem całkiem niespodziewanie natknął się na tajemniczy kuferek...

 Co w nim może się znajdować? - Zastanawiał się.

Otworzył go czym prędzej! W środku ukryty był prawdziwy skarb...

Dla głodnego Marynarza była to prawdziwa niespodzianka. Nagle na plaży pojawił się...

...Mijak Robinson Rozbitek. Miał swój własny kuferek, pełen zielonej trawki. 

Dzielny i szlachetny Marynarz zgodził się zabrać Rozbitka na swój statek. 
Razem popłynęli ku nowym horyzontom...

Mam nadzieję, że Wam się podobało:)
Wasza Mała Sowa Bajkowa
Ps. Dziękuję Ewelince za wypożyczenie kuferków do sesji:)

czwartek, 21 sierpnia 2014

Dawno niewidziane...

Kochani!
Długo już ich nie było, oj długo...Mowa oczywiście o moich ulubionych, małosowiastych serduszkach. 
Powstały nowe wzory; szczególnie jestem zadowolona z serii, którą nazwałam Grafiki. Bardzo podobają mi się napisy, ale szczerze mówiąc, nie mam  wielkich chęci do nieustannego robienia transferów. Wymyśliłam więc coś innego...

 Kupiłam rypsową tasiemkę z napisami; przycinam, przypalam końcówki i przyszywam. Bardzo spodobały mi się takie ozdoby na moich "pupilach", no i powstało coś nowego.





Oczywiście, jeśli trzeba uszyć serce personalizowane, niezbędne jest wykonanie transferu. Ostatnio uszyłam trzy takie zawieszki:
z okazji osiemnastych urodzin (zamówiłam specjalną tasiemkę),

i bardzo szacownej rocznicy... pięćdziesiąt lat razem:)

I zupełne zaskoczenie, przynajmniej dla mnie samej. Trochę przekonałam się do lnu:) Uszyłam na razie dwa serca, ale będzie ich więcej. Len łączę tylko z bawełnianymi koronkami, wtedy efekt jest najlepszy. Ta seria nazywa się Linen.


Lniane serca mają jednak w sobie coś... jakąś naturalność? Nie miałam problemu z tkaniną, bo tym razem trafiłam na dość dobry gatunek.
Ciekawe, jakie serca podobają się Wam bardziej - bawełniane czy lniane? Bo ja już sama nie wiem:)
Pozdrawiam serdecznie 
 Wasza Sowa Sercowa
Ps. Zdradzę, że jedno z prezentowanych serc będzie można wygrać w Candy organizowane przez Dekuferek. I nie tylko serce:)


niedziela, 17 sierpnia 2014

Nowe króliki i przybywające im kilogramiki:)

Kochani!
Dziękuję za przemiłe komentarze, które pojawiły się pod moim ostatnim postem. Bardzo przyjemnie czyta się tyle serdecznych słów, zwłaszcza w tak nieserdecznych czasach.
Jednak chwila "sławy":) i samozadowolenia nie może wiecznie trwać, trzeba iść dalej. 
Dlatego dzisiaj pokażę Wam coś nowego.
Znacie już bardzo dobrze moje tildowe króliki (zające?). Bardziej od nich spodobały mi się jednak króliki Maileg. I proszę, oto jest:



Już od dłuższego czasu chciałam uszyć tego właśnie kicaka. Miałam jednak problem ze znalezieniem wykroju - nie wiedziałam, że jest to królik Maileg, a nie Tilda, jak mi się zdawało...
Uszyłam wersję dziewczęcą, jako że chciałam wypróbować nową tkaninę w paseczki i różową tasiemkę, otrzymaną od Świata Bawełny:

Wszystko wyszło zgodnie z planem. Jednak, gdy pławiłam się w zachwycie nad urodą króliczki, całkiem niespodziewanie wtrącił się mój M. Zasugerował, że jest stanowczo za chuda! Tłumaczenia, że taka jest konwencja Mailegów ( w odróżnieniu od grubszych Tild), nic nie dały. Musiałam to przetrawić, aż w końcu przyznałam mu rację. Poprawiłam wykrój i następnej pannie przybyło kilka centymetrów. Zrobiłam to z ciężkim sercem, bo tego zjawiska kobiety baaardzo nie lubią:)




W sumie nie wyszło tak źle, zgubi te kilogramy kicając po lesie:)

Moja anielica nie mogła przepuścić takiej okazji. Oczywiście musiała zapozować... i przy okazji pochwalić się nienaganną figurą. Ech, te anielskie Tildy...
Tyle na dzisiaj. Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziękuję za ciepłe słowa.
Wasza Mała Sowa, tym razem Mailegowa:)