Etykiety

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Przygoda nie byle jaka - podróż Marynarza Mijaka

Dzielny Mijak Marynarz postanowił wybrać się w świat...


Po wielu tygodniach podróży dopłynął do pięknej, zdawało się, bezludnej wyspy. Zszedł na ląd, by podziwiać piaszczyste plaże obfitujące w różnorakie muszle...

Wyspa okazała się zamieszkana. Marynarz zauważył tildowe koniki morskie, które beztrosko opalały się na brzegu oceanu. Nie były jednak chętne zawierać znajomości z Marynarzem!

Mijak nie przejął się ich zachowaniem, bowiem całkiem niespodziewanie natknął się na tajemniczy kuferek...

 Co w nim może się znajdować? - Zastanawiał się.

Otworzył go czym prędzej! W środku ukryty był prawdziwy skarb...

Dla głodnego Marynarza była to prawdziwa niespodzianka. Nagle na plaży pojawił się...

...Mijak Robinson Rozbitek. Miał swój własny kuferek, pełen zielonej trawki. 

Dzielny i szlachetny Marynarz zgodził się zabrać Rozbitka na swój statek. 
Razem popłynęli ku nowym horyzontom...

Mam nadzieję, że Wam się podobało:)
Wasza Mała Sowa Bajkowa
Ps. Dziękuję Ewelince za wypożyczenie kuferków do sesji:)

czwartek, 21 sierpnia 2014

Dawno niewidziane...

Kochani!
Długo już ich nie było, oj długo...Mowa oczywiście o moich ulubionych, małosowiastych serduszkach. 
Powstały nowe wzory; szczególnie jestem zadowolona z serii, którą nazwałam Grafiki. Bardzo podobają mi się napisy, ale szczerze mówiąc, nie mam  wielkich chęci do nieustannego robienia transferów. Wymyśliłam więc coś innego...

 Kupiłam rypsową tasiemkę z napisami; przycinam, przypalam końcówki i przyszywam. Bardzo spodobały mi się takie ozdoby na moich "pupilach", no i powstało coś nowego.





Oczywiście, jeśli trzeba uszyć serce personalizowane, niezbędne jest wykonanie transferu. Ostatnio uszyłam trzy takie zawieszki:
z okazji osiemnastych urodzin (zamówiłam specjalną tasiemkę),

i bardzo szacownej rocznicy... pięćdziesiąt lat razem:)

I zupełne zaskoczenie, przynajmniej dla mnie samej. Trochę przekonałam się do lnu:) Uszyłam na razie dwa serca, ale będzie ich więcej. Len łączę tylko z bawełnianymi koronkami, wtedy efekt jest najlepszy. Ta seria nazywa się Linen.


Lniane serca mają jednak w sobie coś... jakąś naturalność? Nie miałam problemu z tkaniną, bo tym razem trafiłam na dość dobry gatunek.
Ciekawe, jakie serca podobają się Wam bardziej - bawełniane czy lniane? Bo ja już sama nie wiem:)
Pozdrawiam serdecznie 
 Wasza Sowa Sercowa
Ps. Zdradzę, że jedno z prezentowanych serc będzie można wygrać w Candy organizowane przez Dekuferek. I nie tylko serce:)


niedziela, 17 sierpnia 2014

Nowe króliki i przybywające im kilogramiki:)

Kochani!
Dziękuję za przemiłe komentarze, które pojawiły się pod moim ostatnim postem. Bardzo przyjemnie czyta się tyle serdecznych słów, zwłaszcza w tak nieserdecznych czasach.
Jednak chwila "sławy":) i samozadowolenia nie może wiecznie trwać, trzeba iść dalej. 
Dlatego dzisiaj pokażę Wam coś nowego.
Znacie już bardzo dobrze moje tildowe króliki (zające?). Bardziej od nich spodobały mi się jednak króliki Maileg. I proszę, oto jest:



Już od dłuższego czasu chciałam uszyć tego właśnie kicaka. Miałam jednak problem ze znalezieniem wykroju - nie wiedziałam, że jest to królik Maileg, a nie Tilda, jak mi się zdawało...
Uszyłam wersję dziewczęcą, jako że chciałam wypróbować nową tkaninę w paseczki i różową tasiemkę, otrzymaną od Świata Bawełny:

Wszystko wyszło zgodnie z planem. Jednak, gdy pławiłam się w zachwycie nad urodą króliczki, całkiem niespodziewanie wtrącił się mój M. Zasugerował, że jest stanowczo za chuda! Tłumaczenia, że taka jest konwencja Mailegów ( w odróżnieniu od grubszych Tild), nic nie dały. Musiałam to przetrawić, aż w końcu przyznałam mu rację. Poprawiłam wykrój i następnej pannie przybyło kilka centymetrów. Zrobiłam to z ciężkim sercem, bo tego zjawiska kobiety baaardzo nie lubią:)




W sumie nie wyszło tak źle, zgubi te kilogramy kicając po lesie:)

Moja anielica nie mogła przepuścić takiej okazji. Oczywiście musiała zapozować... i przy okazji pochwalić się nienaganną figurą. Ech, te anielskie Tildy...
Tyle na dzisiaj. Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziękuję za ciepłe słowa.
Wasza Mała Sowa, tym razem Mailegowa:)

piątek, 15 sierpnia 2014

Mała Sowa to ja:)

Kochani Obserwatorzy, czasem Obserwujący, Podziwiający, Lubiący, przypadkiem lub szczęśliwym trafem Zaglądający  - jednym słowem wszyscy, którzy zaglądają do Kącika!
Właśnie spełniło się jedno z moich marzeń. Ulubiony miesięcznik, który kupuję od lat i dzięki któremu zaczęłam wielką przygodę z szyciem, przyjął mnie do swojego Blogowiska! Tym samym stałam się członkinią Klubu Kobiet z Pasją (jakże adekwatna nawa:)
Tym miesięcznikiem jest oczywiście MOJE MIESZKANIE.

 


Dlatego  w tym poście wyjątkowo napiszę trochę o sobie, szyciu i Kąciku.
Na początku chciałabym wyjaśnić kwestię, o którą jestem najczęściej pytana: dlaczego mój blog nosi taką nazwę, choć nie ma w nim za wiele sów, zwłaszcza małych:)
Pisałam o tym w pierwszym poście. Mój nick nie ma większego związku z sowami, których w istocie szyję bardzo niewiele i nie są moimi ulubionymi szyjakiami. Mała Sowa to zabawna kombinacja mojego nazwiska. Nie wiem czy zauważyliście, że uwielbiam wszelkie zabawy słowem - zwłaszcza neologizmy i nazwy własne, którymi obdarzam swoje prace. Dlatego oglądacie u mnie Mijaki, małosowiaste serca, Klamkoty, Szproty... itd. Taką już mam naturę, że zawsze muszę się czymś wyróżniać i nazywać rzeczy po swojemu. 
Szycie moją największą pasją...? Niezupełnie. To miejsce zarezerwowane jest od zawsze dla moich ukochanych książek. Jestem oczytaną humanistką, której w pewnym momencie przypomniało się o tym, że trzeba iść dalej, zmierzać w nowym kierunku, nauczyć się czegoś nowego, innego... Zawsze miałam jakieś zacięcie artystyczne. W liceum trochę malowałam i rysowałam (brak zdolności, ale chęci i satysfakcja były wielkie). Przez długi czas lepiłam anioły z masy solnej. Za długi, bo obrzydło mi to zupełnie. Teraz wolę podziwiać innych, bardziej uzdolnionych:)
Szycia nie musiałam uczyć się od podstaw, bo z maszyną "znałam się" od zawsze. Czytając MM widziałam kobiety, które pokazywały swoje piękne, szyciowe prace - szczególnie urzekły mnie tildowe serca:) Postanowiłam, że  uszyję tak samo ładne, ale droga do pełnej satysfakcji była daleka. Warto było! 
Szycie sprawia mi dużo radości; najbardziej cieszę się z tego, że nie stoję w miejscu, doskonalę swoje umiejętności i szukam nowych wyzwań.
Jestem kopalnią pomysłów! Mam nadzieję, że podzielę się nimi tu z Wami. Często czytam opinie, że moje prace mają w sobie "to coś".
Mają! Tworzę z radością i troskliwością, podziwiam je bez fałszywej skromności, bo są bardzo ładne, często nawet piękne. Mają cieszyć mnie i, co najważniejsze, Was!
Dziękuję, że jesteście w Kąciku. Mój blog istnieje dla Was i dzięki Wam!
Pozdrawiam serdecznie i zachęcam do lektury wrześniowego MM.
Wasza Mała Sowa z Pasją:)