sobota, 22 lutego 2014

Nowe klosze bardzo proszę!

Dziś chciałabym pokazać Wam metamorfozy moich lamp, a konkretnie ich kloszy. 
Zacznę od lampy Krzysia. Kiedy kupowałam  ten klosz, mojego synka nie było nawet w planach:). Wybrałam taki, jaki wtedy mi się podobał. I wisiał do wczoraj.
Tak wyglądał przed uszyciem nowego abażuru:


 Wybrałam materiał "Sowy nocą" i teraz prezentuje się tak:

 Wszyłam gumki z dołu i z góry - dzięki temu można go w każdej 
 chwili zdjąć do prania.




Jakiś czas temu pokazywałam metamorfozę dwóch lampek - teraz czas na trzecią. 
Tak wyglądała goła... chociaż pasowałaby do stylu industrialnego:)





Już znalazła swoje miejsce...


I zrobiłam coś dla mojej maszyny do szycia. Nie byłoby Kącika bez kochanego Łucznika! 


 Musiałam jakoś okazać wdzięczność poczciwej maszynie. Uszyłam więc nowy pokrowiec, bo stary, z folii PCV, był już bardzo zniszczony. Rozcięłam go nożyczkami, odrysowałam wzór na tkaninie i wszystko pozszywałam. Dzięki temu pasuje idealnie.


 Tkaninę połączyłam z od spodu z ocieplaczem; pokrowiec jest
sztywniejszy, grubszy.




I tyle na dziś.
Kochane, dziękuję za Wasze liczne odwiedziny i komentarze - dzięki nim widzę sens prowadzenia tego bloga, a w głowie mam mnóstwo nowych pomysłów! Pozdrawiam!
Ps. Zachęcam do odnawiania rzeczy, które dawno się znudziły. Każdy sposób jest dobry, liczy się tylko efekt!


niedziela, 16 lutego 2014

Koszyczki strojnisie...

Niedawno zaprezentowałam nowe wdzianka dla moich koszyczków łazienkowych. Bardzo ładnie ozdobiły wnętrze, ale przede wszystkim przechowują różne drobiazgi, których nigdy nie brakuje... Na małym metrażu (a takowy posiada moja łazienka) kosmetyki nie powinny stać na widoku, dlatego warto zadbać o ładne schowki.
Dzisiejszym bohaterem jest koszyczek, który od dawna plątał się bezrobotny po mieszkaniu. Wpadłam na pomysł, żeby wykorzystać go jako schowek na papier..., który, jak wiemy, w łazience na jednak przyszłość:)
Koszyczek posiadał własne, całkiem ładne ubranko, ale nie pasowało do pozostałych. A ja akurat zakupiłam szary materiał w kropeczki i postanowiłam od razu go wykorzystać. 
Uszyłam zwykłe wypełnienie...


A następnie "czepeczek" z wszytą gumką, który zakrywa wnętrze koszyczka.




Tym razem nie dodałam kwiatka ani serduszka - przypięłam tylko transparentny ćwiek, najnowszy nabytek.


Oczywiście muszę pokazać Wam jakieś serduszko:) To uszyłam dla pewnej miłośniczki storczyków.



A takie śliczne kuferki przywędrowały do mnie od Ewelinki
 Ten przeznaczony jest dla mojego Małego Puchacza - z autem, jak natychmiast spostrzegł:)


 Mniejszy oczywiście dla mnie. Zwróćcie uwagę na ciekawą chusteczkę - kupiłam ją ze względu na śliczny wzór, który nazwałam "szabi kury":)





 To tyle na dziś. Następnym razem pokażę Wam szybką i efektowną metamorfozę lampy, nowe serduszka:)
Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję, że zaglądacie i zawsze motywujecie mnie do nowych pomysłów. Buuuziaki!!!

poniedziałek, 10 lutego 2014

Walentynkowe serduszka w Kąciku

Dzień Zakochanych tuż, tuż, dlatego chciałabym pokazać Wam serduszka uszyte specjalnie na tę okazję.







Ponieważ wiele osób pytało się o to, w jaki sposób robię transfer na tkaninie, postanowiłam podzielić się moim "sekretem":)
Nie używam nitro - jest szkodliwy dla zdrowia, nieładnie pachnie, no i przy małym dziecku niebezpiecznie go używać. Ja stosuję OLEJEK LAWENDOWY. Zapach przyjemny, efekt ten sam.

Od razu zaznaczam: transfer wykonuję na tkaninie bawełnianej, nie wiem, jak wyjdzie na lnie, czy innym materiale.
Nie wiem, czy taki sam efekt daje użycie olejku sosnowego.
Olejek kupuję w aptece, koszt ok. 8 zł.
 Napis jest trwały, prałam.

Przepis na olejotransfer (nazwa własna:)
Nie posiadam drukarki laserowej, a tylko taki wydruk można odbić. Zatem:
1. Napis tworzę w programie paint. Tam od razu odwracam napis tak, by uzyskać odbicie lustrzane. Drukuję.
2. Wydruk zanoszę do punktu ksero; otrzymuję wydruk laserowy.
3. Wycinam napis, przyklejam go do tkaniny, najlepiej taśmą malarską.
4. Wacik nasączam OLEJKIEM LAWENDOWYM, dość mocno, żeby napis był jak najbardziej widoczny. Powyższe serduszka mają słabo odbite literki, bo wtedy bałam się zalania takniny.
5. Wacik rozcieram po karteczce z napisem, następnie łyżką pocieram kartkę, rozcieram, mocno uderzam.
6. Odklejam kartkę i napis jest odbity. Często tkanina jest zaplamiona olejkiem, ale to nie problem. Wystarczy przeprasować ją żelazkiem, olejek natychmiast wyparuje.

Polecam tę metodę. Wykonuję napisy przy moim Krzysiu, bo on ma z tego dużą frajdę - zwłaszcza bicie łyżką:)

Marii pytała ostatnio o koronki do serduszek - kupuję je w lokalnych sklepach. Ćwieki w sklepach dla scraperów. Materiały - inf. w pasku bocznym.
 Zawsze chętnie podzielę się swoimi pomysłami, więc jeśli macie pytania, odpowiem:)
Dziękuję za cudowne komentarze, zapraszam do zabawy z olejotransferem. Buziaki!!!

wtorek, 4 lutego 2014

Czas na szydełkowe cuda...

Oto druga część wymiany z Bożenką.
Do wcześniej zaprezentowanych przyborników (tak, to jest najwłaścisza nazwa) dołączyłam serduszka:

Dla Bożenki personalizowane:


 Dla jej uroczych Pocieszek - sówkowe:



 A teraz zaprezentuję dzieła Bożenki dla mnie:
Komplet trzech przepięknych kurek, które zachwyciły mnie od razu, jak tylko Bocia pokazała je na swoim blogu.





Otrzymałam także przecudne aniołki na choinkę... co prawda już dawno jej nie ma, ale w przyszłym roku na pewno ją ozdobią...


Mojemu Krzysiowi dostał się sympatyczny piesek Reksio!


I żółwik, który niespodziewanie wykluł się z jajka:)



Wszystko spakowane w dwóch szydełkowych koszyczkach... Jestem zachwycona tymi dziełami! Szczególnie podobają mi się kurki, bo przecież zaprezentuję je w wielkanocnym koszyczku.


Mam nadzieję, że Wam także się podobało. Planujemy kolejne wymiany:)
Od poniedziałku zabieram się za jaja wielkanocne:)

Dziękuję za Wasze odwiedziny i przemiłe komentarze! Buziaki!!!