piątek, 30 maja 2014

Znowu Mijaki, ale uwaga! Będą nowe tildziaki!

Witajcie kochani Obserwatorzy!
Moje plany ogrodniczo - rekreacyjno - opalające legły w gruzach, a właściwie w kroplach deszczu. Znowu siedzenie w domu i ... nuda? 
O nie, nie ma mowy! Zawsze znajdzie się jakieś zajęcie:)
Dzisiaj znowu Mijaki. Tym razem pozowały w domu.

Mijak Szabi Markiz:
Mijak Karotek:
A oto dwa brązowe Mijaczki:


 Szalały w trawce:
Nie byłoby w nic niezwykłego, gdyby nie ich rozmiary... to Mijaczki Maluszki:)
Dla porównania pozują z dużym:

Jeśli chodzi o nudę, to mam na nią wiele sposobów: obowiązki domowe z synem włącznie, książka, szycie, książka... Taak! Kupiłam wreszcie książkę z wykrojami Tildy:


Nie był to bynajmniej spontaniczny zakup. Książka nie była tania, myślałam o niej już od grudnia. Podczas każdej wizyty w mojej miejscowej księgarni oglądałam ją, męczyłam i ... odkładałam na półkę. Zawsze tłumaczyłam sobie, że przecież wykroje mogę znaleźć w Internecie. Jednak nie wszystkie są dostępne. I tak wreszcie się zdecydowałam...
Nie żałuję. Nie uwierzycie, jak bardzo wciągnął mnie tildowy świat. Chcę próbować nowych rzeczy, doskonalić swoje szycie. Na razie wybrałam tylko kilka wykrojów, na pozostałe daję sobie czas albo po prostu nie podobają mi się. Dlatego spodziewajcie się nowych projektów w Kąciku. 
Pochwalę się także kolejnym, pięknym gestem Świata Bawełny, w którym nieustannie zaopatruję się  w tkaniny. Do przesyłki dołączono dodatkowe kawałki materiałów i śliczne, kropeczkowe tasiemki. Dziękuję, rzadko zdarza się taka uprzejmość.
 Oj, z takimi kolorkami będzie się działo...:) 
Pozdrawiam Was serdecznie i do następnego:*
Ps. W tym tygodniu wyjeżdżam, więc proszę, nie gniewajcie się, jeśli zabraknie moich komentarzy. Po powrocie wszystko nadrobię.

poniedziałek, 26 maja 2014

Pozowanie w altanie

Witam!
Czy zdarzyło Wam się robić kilka rzeczy jednocześnie? 
Piękna pogoda zachęca do kąpieli słonecznych. Więc ich zażywam. Równocześnie wypycham silikonem wcześniej uszyte elementy, przyszywam ręcznie co trzeba, pilnuję bawiącego się synka i od czasu do czasu zaglądam do moich skalniaków.
Ostatnio znowu zrobiłam sesję zdjęciową w plenerze. Moja nowa anielica pozowała w altanie i ogródku.
Tym razem brunetka, w kolorach wiosennych. Nazwałam ją Kamilia. Dlaczego takie imię? Znalazłam stare lekarstwo na ząbkowanie i tak mi jakoś się spodobało:)

Nie wiem, jak Wy, ale ja jej zazdroszczę figury:)
Pozdrawiam serdecznie, do następnego postu.
Już opalona Mała S.

piątek, 23 maja 2014

Małe fraszki - moje ptaszki

Kochani Obserwatorzy i Zaglądający!
Zdaje się, że mamy lato! Jest tak pięknie, człowiek nie może usiedzieć w domu. W takich chwilach cieszę się, że mam swój kawałek ziemi i mogę swobodnie odpoczywać, opalać się, zajmować ogrodem, leniuchować w altance, w otoczeniu serduszek i ptaszków... żywych, i tych uszytych przeze mnie:).
Dlatego dzisiaj pokażę kolejne zestawy. Z góry przepraszam za jakość zdjęć, robiłam je, gdy niebo płakało w zeszłym tygodniu. 
Ptaszki odleciały już do nowych właścicieli.

Pierwszy komplet wykonany jest z lnu. Wielokrotnie pisałam, że nie lubię szyć z tej tkaniny, ale ptaszki wychodzą wyjątkowo ładnie, bo krój jest prosty i len nie sprawia problemów.



Zestaw nr 2 jest w bardziej romantycznym stylu. Ikeowski materiał w różyczki, szyfonowa tasiemka i perełki.



Trzeci idealny do pokoju dziecięcego, ale nie tylko. Wesołe, żywe kolory, dopasowana tasiemka, koraliki. Ptaszki - kropiki:)


I dwa osobno, bez tasiemki. Takie było życzenie:)

A na koniec pochwalę się nową "aranżacją" mojego "zegara", który jest bardzo łaskawy dla kobiet - nie pokazuje upływającego czasu:)

Pozdrawiam wszystkich serdecznie, lecę łapać promyki.
Wasza Mniej Blada Mała Sowa:)

sobota, 17 maja 2014

Deszcz nie znika, a ja uszyłam królika!

Witam Was kochani Obserwatorzy!
W ten deszczowy czas staram się nie poddawać nudzie i ogólnemu zniechęceniu. Szyję i realizuję wszelkie inne pomysły, i czekam na słońce... kto wie, może się doczekam?
Dzisiaj chciałabym pochwalić się tildowym królikiem, czy też zającem, sama nie wiem:) Pokazywałam już wcześniej takiego, ale dzisiejszy jest znacznie większy, no i ubrany jest w spodenki, które uszyłam bez większych męczarni.


Dodałam także kapelusik do kompletu. Oczywiście na wszystko miałam gotowy wykrój i nie musiałam bardzo się trudzić, bo ja tak nie lubię szyć ubrań!
Zajączek jest dość duży, ma 40 cm długości. Dla porównania pozuje z moją pierwszą tildą, Blanką. Chyba się polubili... choć parą na pewno nie zostali, bo pan zając opuścił nas zaraz po sesji zdjęciowej:)


Blance było trochę przykro, ale obiecałam uszyć jej nowego kawalera. W końcu tego kwiatu jest pół światu:)

Chciałabym podziękować za liczne komentarze, jakie pojawiły się przy ostatnim poście. Miło, że chwaliliście także mój skalniak. Założyłam go jakiś czas temu i staram się dbać o niego. Uwielbiam skalne aranżacje! Nie lubię za to śluzowatych ślimaków, szczególnie tych brązowych. Tylko Mijaki mogą paradować po skalniaku:)
Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia!
Wasza MałaS.

poniedziałek, 12 maja 2014

Mijaki opanowały skalniaki!

Moim nowym Mijakom nudziło się w domu, więc wybrały się w świat. Bardzo spodobało im się w moim skalniaku.


Potem chętnie pozowały do zdjęć.
 




























W tym roku postanowiłam zająć się wreszcie urządzeniem, a właściwie ozdobieniem altany, którą parę lat temu własnoręcznie zbudował mój mąż. Meble ogrodowe i huśtawka stanowczo nie wystarczały, było mało przytulnie. Stwierdziłam, że brakuje mi w niej moich szyjątek. Oczywiście postanowiłam uszyć serduszka, które z początku miały wisieć w kilku miejscach, ale wyszło inaczej.
Zdecydowałam się wykorzystać len, bo rzadko używam go do moich prac; wystarczyło na pięć serc. I wtedy postanowiłam połączyć je w jedną wiszącą girlandę, która ozdobiła huśtawkę.


W belkach sufitowych zamontowałam haczyki - zawisły na nich moje ptaszki. Na razie tylko jeden komplet:)

 Na końcu uszyłam moją pierwszą proporczykową girlandę z bardzo cienkiego i wyjątkowo wrednego lnu. Na szczęście prezentuje się ładnie.

Od razu poczułam się lepiej, bo gdy tylko pogoda sprzyja spędzam tam dużo czasu. To miejsce kiedyś będzie moją kolejną przystanią.
A na koniec Mijak dla Ewelinki, którego uszyłam już jakiś czas temu:
Pozdrawiam Was serdecznie moi kochani Obserwatorzy, witam nowe osoby i wszystkim życzę duuużo słońca! 
Wasza M. Sowa

czwartek, 8 maja 2014

Dzisiaj nowa anielinka - blondynka!

Kochani! 
Z wielką przyjemnością zauważyłam, że dołączają do mnie nowe osoby, które witam serdecznie! Jest Was coraz więcej - pomyśleć, że był czas, kiedy chciałam zrezygnować z prowadzenia bloga.
Dziś moja druga, a pierwsza anielska tilda którą wykonałam na zamówienie. Wytyczne: szaro - turkusowa, blondynka. Fryzura dowolna, reszta także. Więc zrobiłam po swojemu. 
Zdecydowałam się na warkocz, wpięłam kilka różyczek.
Buzię zrobiłam typowo tildową, przekonałam się do niej. Spódniczka usztywniona halką, można zrobić z niej bombkę. Jestem bardzo zadowolona z końcowego efektu!







Ciekawa jestem, co sądzicie o moich tildowych poczynaniach?
Mam także wiadomość. Moje anielice (i nie tylko) wkrótce będą dostępne w pewnym uroczym SKLEPIKU.
Pozdrawiam Was serdecznie i korzystając z deszczowej aury biegnę wypychać kolejną tildę:)

poniedziałek, 5 maja 2014

W deszczową majówkę natchnęło Sówkę

Wszystko co dobre szybko się kończy! Majówkę, niezbyt zresztą udaną, mamy za sobą. Pogoda nie dopisała, ale na szczęście nie należę do osób nudzących się w czasie brzydkiej pogody:)
Dziś pokażę moje najnowsze dzieło, bardzo mnie wciągnęło i już ruszyła masowa produkcja.
Zacznę od początku. 
Ewelinka  poprosiła mnie o uszycie ubranka dla skrzyneczki, którą pomalowała i ozdobiła. Żeby wszystko pasowało dostarczyła mi biały i turkusowy len. Wybrałam ten drugi, idealnie zgrał się z dekorami:



Len nie jest moim ulubionym materiałem, ale zachciało mi się uszyć coś jeszcze z tego, co zostało. Coś szybkiego i prostego... Przypomniałam sobie o wykroju ptaszka, który mam od dawna, ale jakoś nie miałam okazji go wykorzystać. Z ciekawości, co też z tego wyjdzie, skroiłam, wypchałam i nanizałam na konopny sznurek trzy ptaszorki. Efekt zaskoczył mnie bardzo, bo naprawdę wyglądają ładnie:

I tak rozpętała się prawdziwa ptaszoromania! Szybkie, proste, a jednak efektowne. Uszyłam więcej takich wiszących girland, ale pokażę je w innym poście.
Jeśli spodobał się Wam ten zestaw, chciałabym przypomnieć, że można wygrać go w Twórczym Candy w Sosnowym Dekuferku.

Moja przygoda z szyciem posiada jeszcze jeden wielki plus - nie mam już problemu z prezentami, jeśli są mi potrzebne na jakieś okazje. 
Ostatnio uszyłam taki komplet:
Materiałowy organizerek  od dawna chodził mi po głowie. Jest na tyle sztywny (ocieplacz między warstwami materiału), że stoi bez problemu. Transfer własny, dno kwadratowe. Idealny na drobiazgi do łazienki, sypialni...

Oczywiście obowiązkowo serduszko. Proste, pasujące kolorystycznie do powyższego:


Mam nadzieję, że się spodoba:)
Tyle na dziś Kochani, dziękuję za Wasze odwiedziny i komentarze. Z wielką radością witam nowych Obserwatorów!
Pozdrawiam i do następnego!