czwartek, 26 lutego 2015

Zajączki tildowe na wiosnę gotowe!

Witam!
Pogoda za oknem nie pozwala zapomnieć o zimie. W nocy spadł u mnie śnieg i wiosna pozostała w sferze marzeń.
Pocieszenie znajduję w szyciu wielkanocnych ozdób. Wesołe i kolorowe tkaniny skutecznie odwracają mój wzrok od białego widoku za oknem:)
Dzisiaj pochwalę się małymi tildowymi zajączkami. Przyznam się jednak od razu, że uszyte zostały jakiś czas temu, ale uznałam, że dobrze będzie zaprezentować je wiosną.

Niebieska łączka i różowa krateczka:



Ostra zieleń (mój tkaninowy, wiosenny faworyt) i turkus w duże kropki:



Tkanina "łączka" również przywołuje wiosenne klimaty:


 Zajączek "niebieska łączka" pozuje z Mijakiem poduszkowcem, uszytym do kompletu:

Wiosna nie zając, nie ucieknie:)

Kącik Małej Sowy wspiera Międzyblogowy Kącik Czytelniczy, zainicjowany przez Paulinkę z Zieleni.
Książka, którą polecam w tym miesiącu:
 "Miłość w czasach zarazy" Gabriela Garcii Marqueza. 
Moja recenzja będzie krótka: to jedna z najpiękniejszych powieści o miłości. Nie znajdziecie tam banału, który zwodniczo sugeruje tytuł. Marquez w typowy dla siebie, niekonwencjonalny sposób ukazuje ludzkie uczucia, pragnienia i ... przemijanie, ze wszystkimi jego aspektami. Szczególnie polecam przyszłym nowożeńcom - jako lekturę uzupełniającą nauki przedmałżeńskie:)
Pozdrawiam Was serdecznie
Mała Sowa

piątek, 20 lutego 2015

Zajączki - na serduszkach prosto z łączki!

Witam kochani!
Za oknem ciepło i słonecznie, choć śnieg nadal leży i przypomina o zimie.Rozpoczął się już jednak Wielki Post, zatem święta tuż, tuż.
Dziękuję za entuzjastyczne przyjęcie skrzydlatych serduszek. Mam przy tym cichą nadzieję, że nie uciekniecie widząc kolejną porcję... 
Bo dzisiaj prezentuję serduszka zajączkowe. Pomysł i wykrój (na końcu posta umieszczam inf.) miałam już od dawna, ale jakoś nie czułam się na siłach, żeby je uszyć.
 Ale wszystko przyszło z czasem i proszę, oto moje dzieła:






 Oczywiście najwięcej serc uszyłam w ostrym, zielonym kolorze. Jak najbardziej kojarzy się z cudowną, soczystą, wiosenną zielenią.
Zajączek wykrojony jest z beżowego polaru - tkanina ta nie snuje się na brzegach, a jej pluszowa faktura ciekawie komponuje się z bawełnianym materiałem.

Troszkę odbiegłam od oryginału - inaczej umiejscowiłam kokardkę i dodałam guziczek. Małosowiasta metka - obowiązkowo!



Jest wesoło i kolorowo - aż człowiek myśli o wiośnie:)
A teraz źródło inspiracji:
Pomysł i wykrój pochodzi z tildowej książki "Crafting Springtime Gifts". Zdjęcie oryginału wygląda tak:

 Moje raz jeszcze:

Wykorzystałam jedynie wykrój zajączka. Moje serce, choć też tildowe, jest o wiele większe od zamieszczonego w książce.
Serduszka bardzo mi się podobają:) i są pierwszymi wiosenno - świątecznymi ozdobami. Reszta w toku:)
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odwiedziny
Mała Sowa sercowo - zającowa



niedziela, 15 lutego 2015

Serca szyć nie pozwalają:)

Ach te serca, szyć (żyć:) mi nie dają!
Popsuły wszystkie plany. Rozpisałam harmonogram tworzenia ozdób wielkanocnych: co, kiedy, ilość.  Miałam zacząć szyć, gdy nieoczekiwanie w moje ręce wpadła książka "Dekoracje na Boże Narodzenie" Tone Finnanger. Święta dawno minęły, człowiek myśli o zającach i jajkach, a tam... cudne, skrzydlate serduszka. Zakochałam się w nich od pierwszego wejrzenia!
 Po prostu musiałam je uszyć; zresztą wyraźnie napisano, że mogą być całoroczną dekoracją. Ja szybko znalazłam własną interpretację (czytajcie: usprawiedliwienie) -  wiosną wszystkim wyrastają skrzydła.
Powstały następujące serduszka:

Wiosenna łączka:


Wiosenna trawka:
Niebieska łączka:
 Beżowy przepych:
Powiew wiosny:
Wersja tildowa  (identyczne było w książce):
Niebieski sen:


Od jutra grzecznie realizuję plan:)
Ciekawa jestem, czy uznacie je za ozdoby, które mogą cieszyć oko cały rok? Bo u mnie jedno już  zawisło na stałe.
Pozdrawiam Was serdecznie 
Skrzydlata Mała Sowa
Ps. Jak zawsze dziękuję za odwiedziny i komentarze. Z radością witam nowe osoby. Uskrzydlacie mnie:)

wtorek, 10 lutego 2015

Koszyczkowe ubranka

Witam!
Nie wiem, jak jest u Was, ale u mnie śnieg sypie cały czas... Temperatura dodatnia, więc wszystko sprowadza się do okropnej, czarnej brei. Siedzimy zatem w domu i liczymy spadające płatki:)
Ostatnio zabrałam się za uporządkowanie mojego kącika krawieckiego. Zauważyłam, że stale przybywające przydasie zabierają coraz więcej przestrzeni. Nie lubię takiego rozgardiaszu, bo jestem pedantką, przyznaję się:) Wszystko musi być poukładane, na swoim miejscu i w zasięgu ręki. Posprzątałam, poukładałam, posegregowałam... I tak w moje ręce wpadły trzy koszyczki.
Mam je już od jakiegoś czasu. Podobają mi się, są zgrabne i w miarę mocne. Ale ich ubranka drażniły mnie od początku:




Niechlujne i niestaranne, chociaż biorąc pod uwagę cenę koszyczka, nie mogłam spodziewać się czegoś lepszego. Chciałam jednak, żeby cieszyły moje oczy i postanowiłam podarować im nowe ubranka. Zdecydowałam się na bladoniebieski len - nie lubię szyć z tej tkaniny, dlatego mogłam ją poświęcić. W tym jednak momencie muszę od razu przyznać się, "bez bicia": nowe ubranka są dziełem mojej Mamy. Uszyła je z chęcią, której ja z pewnością nie miałam:)


Gumkę nawlokłam sama:) Do ozdobienia koszyczków uszyłam tkaninowe etykietki, które widziałam w tildowych "Przytulnych dekoracjach". Nie bardzo wiedziałam, jak zrobić napisy; przyszyłam więc kawałki rypsowej tasiemki.

Koszyczki w nowych wdziankach i z etykietkami prezentują się tak:

Teraz bardzo mi się podobają. Dziękuję Mamie za cierpliwość i chęci, bo w tym przypadku zabrakło u mnie jednego i drugiego. Ja po prostu nie cierpię szyć takich rzeczy (ale lubię je mieć:).
"Wysiliłam" się na jeszcze jedną "metamorfozę". Mój kosz na pranie wydawał się jakiś smutny, czegoś mu brakowało. Znalazłam idealną ozdobę: bezrobotne serduszko, idealnie pasujące do całości:
Uff... ale się napracowałam:) 
Najwyższy czas wziąć się za poważne szycie, czas ucieka, a Wielkanoc czeka!
Pozdrawiam Was serdecznie
Mała Sowa koszyczkowa:)

wtorek, 3 lutego 2015

Anielice

Witam kochani Obserwatorzy!
Dziękuję za tyle miłych komentarzy pod ostatnim postem. Nie spodziewałam się, że moje sowy spodobają się Wam tak bardzo. Cieszę się także , że mogłam kogoś zainspirować -  to jeden z celów prowadzenia Kącika M. S.:)
A dzisiaj - prezentacja dwóch anielic, które uszyłam podczas wakacji, dla Bożenki. Są to jedne z moich pierwszych anielic, więc na parę detali należy przymknąć oko:) Ale starałam się, żeby były kolorowe, dobrane kolorystycznie i po prostu ucieszyły małe dziewczynki:)
Brunetka:




Blondynka:





Kiedy patrzę na zdjęcia jestem zadowolona ze swojej pracy. Bo jeśli chodzi o szycie Tild jeszcze długa droga przede mną, ale i tak nie wyszło źle.
Dziękuję za Waszą obecność, a nowych Obserwatorów witam serdecznie. Zostańcie  w Kąciku, bo szyją się różności - nowości:)
Pozdrawiam serdecznie
Mała Sowa