niedziela, 26 kwietnia 2015

W Małasówce cz.1

Witajcie kochani Obserwatorzy, witajcie nowi!
Zgodnie z obietnicą pokażę dziś fragment mojej krainy, którą nazwałam Małasówką.
Małasówka jest miejscem, w którym pewnego dnia osiądę na stałe. Póki co wprawiam się w ogrodnictwie. Nie jest to  łatwe dla kogoś, kto większość życia spędził w wielkiej płycie, ale bardzo się staram. Muszę przyznać, że grzebanie się w ziemi daje satysfakcję, relaksuje. Nie uciekam już z krzykiem na widok dżdżownicy:)

Mój niewielki skalniaczek przy domku ogrodniczym:
 
W Małasówce stoi altana; pisałam o niej już w zeszłym roku. Zbudował ją mój M., bo gotowe były dla nas za drogie i za małe. Altana Delicja (i ona posiada swoją nazwę:) ma 15m2,  jest obszerna i wygodna - doceniam to podczas większej ilości grilujących gości, gdy każdy może wygodnie usiąść.
Przy altanie urządziłam mój pierwszy skalniak:

A teraz zapraszam do środka:)
Nie będzie wystylizowanego wnętrza, pełnego idealnie dobranych drobiazgów. 
Zgromadziłam rzeczy niechciane, porzucone, tych, co żal wyrzucić.
To się nazywa szeroko pojęty eklektyzm:)
Nie mogło zabraknąć ukochanych latarenek - oczywiście z odzysku:

Następnie kosz z "kwiatami"... a tak moi mili, sztucznymi. Bukszpanowe kule, jakieś bzy. Jest kolorowo i cieszą oczy, choć z daleka:)

Trzy niechciane koty znalazły azyl, pasują jak pięść do oka, ale co, miałam wyrzucić?

Całość tego misz - maszu:
Zestaw mebli pochodzi z Ikei; jest z nami parę lat i jestem z niego bardzo  zadowolona. Stół przykryty ceratą, przyznaję bez bicia. Bo jest praktyczna i nie szkodzą jej wylewane regularnie soki, plamy z jedzenia wszelkiego, itp.
Z drugiej strony imponujące storczyki... niech pocieszą oczy choć sezon:)

 Tę latarenko - szklarenkę znalazłam w przydomowym złomowisku. Szara, górne szybki wybite. Zastąpiłam je kawałkami siatki podtynkowej i pomalowałam na biało:

Druga strona prezentuje się tak:

 W puszkach kawa, herbata. Storczyki stoją na starym stojaku, który otrzymałam w prezencie, bardzo mi się podobał. Lustro niczym Odyseusz, po długiej tułaczce zawisło w miejscu ostatecznym:)

Wiem, że stylu nie żadnego w mojej Delicji, ale może właśnie tam odpoczywam od żabich szyków i skandynawskich dizajnów (które lubię:). Liczy się praktyczność, wygoda i niewielkie koszty. Nie muszę obawiać się zachlapania, zniszczenia, stłuczenia...
Kochani, jak tylko skończę urządzanie pokażę całość, wszystkie kąty. Bo nie widzieliście ławki i huśtawki; szyją się poduchy i girlandki. Zawisną zasłony, bo bez tkanin ani rusz! Stylu dalej nie będzie, ale liczy się przytulność i własna satysfakcja:)
Pozdrawiam Was serdecznie
Wasza Sowa








czwartek, 23 kwietnia 2015

Wiosna i blog = zaległości:)

Witajcie kochani Obserwatorzy!
Zaniedbałam Was, oj bardzo zaniedbałam! 
Kwiecień tak pogodą plecie, że już nie wiem, jaką mamy porę roku. Gdy tylko robi się cieplej zmykam do mojej krainy zieleni i wpadam w szał porządków. Po zimie trzeba wszystko wyczyścić, uporządkować, poprawić, zadbać... Moja huśtawka ogrodowa w rozsypce: w planach nowe pokrowce i poduszki. Stół i ławy muszą być poddane corocznej impregnacji; zaczęłam odnawiać starą ławkę... mogę tak wymieniać bez końca. Dlatego trochę mniej czasu poświęcam blogosferze, ale już widzę światełko w tunelu:) 
W najbliższym czasie zaproszę Was "do mnie" i pokażę, co zajmuje mi tyle czasu:)

Dzisiaj króliki, moje ulubione Mailegi. Standardowo szyję takie ok. 40 cm, ale pewnego dnia wyskalowałam wykrój i powstał królik - gigant! No, może przesadziłam, ma około 1 metra:
 Tym razem nie musiałam szyć ubranek - kaftanik, spodenki i skarpetki to ubranka po moim synku:)
 Tak wygląda z moją pierwszą króliczką:
Chyba są parą...:)

Moi kochani, nadrobię zaległości u Was:) Jeszcze raz dziękuję za Waszą obecność i komentarze.
Pozdrawiam ciepło i słonecznie
Wasza Mała S.

wtorek, 14 kwietnia 2015

Nowy Mijak i słoiczki - igielniczki

Witam!
Wiosenne lenistwo nadal mnie nie opuszcza... coś tworzę, ale bez większego zapału. Ciekawe, kiedy mi to przejdzie? 
Dzisiaj pochwalę się moim nowym towarzyszem, który zamieszkał w kąciku krawieckim. Przedstawiam Mijaka Krawca:


Krawiec zaopatrzony jest w niezbędne przybory: tkaniny, nożyczki, guziki, szpulkę, małego Singerka i agrafki. Zapewniam, że nie boli go ucho:)


 Zrobiłam także nowy igielnik ze słoiczka po brzoskwiniach, dawno zjedzonych. Naczekał się biedak, ale warto było:)
Przechowuję w nim metalowe szpulki, centymetr, szpilki... Zakrętkę okleiłam tkaniną, przykleiłam do niej igielnik, dobrany kolorystycznie.

 Kolejne dwa słoiczki również przeszły metamorfozę:
W sumie nic wielkiego, trochę tkaniny, koronki i kleju Magik. Wyglądają jednak o wiele lepiej.

Nie posiadam pracowni, bo nie szyję na wielką skalę. Zadowalam się małym kącikiem hobbystycznym, tak mogę go nazwać:) Zależy mi jednak, by wszystko było miłe dla oka:


Dziękuję za Wasze odwiedziny i komentarze
Pozdrawiam Was serdecznie
Mała Sowa:)


czwartek, 9 kwietnia 2015

Wiosenna niemoc...

Kochani, już po świętach... 
Właśnie uświadomiłam sobie, że nie zamieściłam żadnych zdjęć  dekoracji wielkanocnych. Może dlatego, że raczej wypadało ubrać choinkę? :) W każdym razie ogarnęło mnie jakieś wiosenne rozleniwienie, chcę trochę odpocząć od szycia. 
Zaczynam odwiedzać sklepy ogrodnicze, planuję rozbudowę mojego "oczka w głowie" - skalniaka, który jest naocznym dowodem ogrodniczych umiejętności Małej Sowy:) 
Dlatego dzisiaj pokażę serduszka, które powstały jeszcze przed świętami. Pierwsza seria dla Madzi; chyba przeszłam samą siebie, bardzo mi zależało:

Kolejna seria jest nieco skromniejsza, miała pasować do ikeowskich zasłon w paski:

Serduszko personalizowane dla Julianki:
Wkrótce znowu wrócę do szycia, czekają nowe projekty. Największy z nich - nowa aranżacja altany ogrodowej, będzie sporym wyzwaniem dla mnie i mojej Mamy:) 
Póki co trwam we wiosennym zawieszeniu.
Pozdrawiam serdecznie
Mała Sowa