niedziela, 30 sierpnia 2015

Wrzesień - jesień?

Witam kochani!
W mojej Małasówce spadły pierwsze liście... Drzewa pożółkły i robi się coraz bardziej jesiennie. Wiem, susza zrobiła swoje. 
W górach jesień zazwyczaj zaczyna się później, soczystą zielenią cieszymy się znaczniej dłużej. W tym roku z pewnością tak nie będzie:(
A ja najpierw pokażę dwa zajączki:



Powstał także szaro - różowy komplecik: tildowa podusia (autorstwa mojej Mamy) i mój cudawianek:



Intensywny kolor kolejnego przywodzi na myśl morze w piękny, słoneczny dzień:


Ostatni wianek powstał z myślą o jesiennej aranżacji... udało mi się zdobyć hortensję we wrzosowym odcieniu:



 Pojawił się także pierwszy, pękaty pampkin...

Tak moi mili, wrzesień - jesień i nic na to nie poradzimy:)
Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za odwiedziny
Wasza Mała Sowa

czwartek, 20 sierpnia 2015

Patchworki

Witam Kochani!
Jeśli zastanawiacie się, po kim mam zamiłowanie do szycia, to dzisiaj znajdziecie odpowiedź:)
W tym poście zaprezentuję dzieła mojej Mamy. Od kiedy sięgnę pamięcią, zawsze coś szyła. Spod jej ręki, a właściwie maszyny wychodziły spódniczki (posiadam całą kolekcję:), sukienki, poduszki, zasłony... mogłabym tak wyliczać. Mama jest krawcową - amatorką, zdolnym samoukiem. Cechuje ją także duża cierpliwość, której, niestety, mi brakuje:)
Mama już nie szyje ubrań - ostatnio zakochała się w szyciu... patchworków! 
Oto pierwszy, narzuta do mojej małasówkowej sypialni:

Narzuta jest dość duża, 210 cm x 150.  Z ledwością rozciągnęłam ją do sesji zdjęciowej. Pod spodem zwykły, pikowany ocieplacz. Dzięki temu całość jest sztywna i ładnie się układa.

Kwadraty 20cm x 20cm. Każdy obrębiony zygzakiem. Po zszyciu wszystkich Mama przeszyła jeszcze raz każdy, po powierzchni, żeby było mocniej.
  
Brzeg elegancko wykończony:

Do komplety dwie poszewki:

I nowiutki pokrowiec na maszynę. W karo!!!

Następny patchwork powstał dla Krzysia, do jego małasówkowego pokoiku:


  
Jako podkład taniutki kocyk z Ikei:

Bez poszewek ani rusz...:)


Jak się chwalić, to na całego... Dla mnie torebka, z cudownego zygzaka Chevron:


Niestety, Mama zapowiedziała, że to pierwsza i ostatnia:)
Zabawna, tildowa podusia:

Kiedy patrzę na patchworki podziwiam cierpliwość Mamy. Ja z pewnością nie będę ich szyła. Mama nie korzystała z żadnych tutków, wszystko jest jej własną inwencją. Powiem jeszcze tylko tyle, że patchworki są bardzo pracochłonne i nie dziwię się cenom, jakie osiągają w sprzedaży. Nie mówiąc o tkaninach... Dlatego bardzo dziękuję mojemu kochanemu Światu Bawełny:)
Moi kochani, dziękuję za Wasze odwiedziny i komentarze. Pogoda wreszcie odpuściła, aczkolwiek czuję zbliżającą się jesień... Dynie już uszyłam:)
Pozdrawiam Was serdecznie 
Wasza Mała S.


piątek, 14 sierpnia 2015

W Małasówce - jeszcze lato!

Moi mili, klawiatura rozpływa się niemal pod palcami, biedny laptop ciężko dyszy - ma swoje lata, a tu takie upały...:)
Niczym wampir unikam słońca, z domu wychodzę dopiero po osiemnastej. Do samego zachodu przesiaduję w Małasówce i cieszę się urokami mojego królestwa.
Wreszcie mogę pokazać Wam w pełni udekorowaną altanę. Jakoś nie mogłam zebrać się do zrobienia zdjęć. 
Dzisiejszą bohaterką będzie także tilda, którą uszyłam ponad rok temu:
 
Samą altanę zdominował fioletowy kolor. Wszystko za sprawą mocnej, syntetycznej tkaniny, z której moja Mama uszyła nowy pokrowiec na huśtawkę i poszewki na poduszki.

 Z resztek uszyłam parę serduszek i girlandę trójkątną:

No a potem rozkręciłam się na całego. Powstała wisząca girlanda ptaszkowo - serduszkowa:

Zmajstrowałam także wianek, szkoda mi było słomianej obręczy, a tak  jeszcze ją wykorzystałam:

Lustro w białej ramie drażniło mnie od dawna. Wreszcie je przemalowałam... na ciemnofioletowo:

Resztę półek zawłaszczyły metalowe osłonki. Tak się złożyło, że z fioletowymi motywami... przedtem stały w mojej kuchni, ale za dużo tego było.


Latarenki spisują się znakomicie! Po zmierzchu zapalam je i jest naprawdę nastrojowo.

Moja wielka duma i radość: mały skalniaczek i bluszcz, który ma zaledwie dwa lata:


Skalniak przy domku ogrodniczym w niczym nie ustępuje pierwszemu:

Coraz bardziej przekonuję się do życia blisko natury. Tylko te upały...
Pozdrawiam Was serdecznie i cierpliwie czekam na wieczorne godziny:)
Wasza Sowa ogrodowa


poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Kury, ptaki, zające...

Witam moi mili Obserwatorzy!
Nie będę specjalnie oryginalna, gdy napiszę, że jest bardzo ciepło...
Uszyłam parę rzeczy, bo i tak większość czasu spędzam w domu, ukrywając się przed słońcem.

Pochwalę się nową girlandą cotton ptaków. Jak wcześniej zapowiadałam, jest znacznie dłuższa, ok. 2m. Idealnie pasuje do okna tarasowego, ale powiesiłam ją już teraz:

Tu w wersji skróconej. Osiem ptaszków w odcieniu szarości, beżu i mięty, każdy z innej tkaniny. Pod każdym ptaszkiem zamieściłam opalizujący koralik.
Wybaczcie kiepskie zdjęcia, ale nie mam siły na lepsze ujęcia:) Ptaszki i tak wyglądają o niebo lepiej "na żywo".

Następnie uszyłam bardzo królewską kurę; specjalne zamówienie:)


Powstała także para małych zajączków:



I tyle! Wkrótce zabieram się za krojenie pękatych pampkinów, cudny, pomarańczowy materiał już mam. Jesień nie będzie czekać, tylko patrzeć wrzosów, dyni i spadających liści.
Póki co pozdrawiam serdecznie
Mała Sowa nielubiąca takich upałów:(